20/07/2022

Czy metan z krowich beknięć niszczy klimat?

Autor: Marcin Wójciak
Czas czytania: 5 min.

Metan jest jednym z głównych gazów cieplarnianych, który emitujemy. Jest też wielokrotnie silniejszy niż dwutlenek węgla. Rolnictwo, w tym hodowla bydła, istotnie przyczynia się do jego emisji, jednak wiele osób uważa, że nie powinniśmy się tym przejmować. Czy faktycznie metan niesprawiedliwie zawyża emisję wołowiny, czy wręcz przeciwnie, powinniśmy ograniczyć jej spożycie? Przyjrzyjmy się krowim żołądkom.

 

Czym jest metan

 

Metan jest ważnym gazem cieplarnianym (GHG – ang. greenhouse gas), który stanowi ok. 16% wszystkich GHG. Ustępuje jedynie dwutlenkowi węgla pod względem wkładu w powodowaną przez człowieka zmianę klimatu [1]. Wspomniałem też, że jest silniejszy od CO 2.  Jeśli stężenie metanu i CO 2 w atmosferze wzrosłoby o tę samą wartość, wzrost metanu zatrzymałby ok 28 razy więcej ciepła w perspektywie 100-letniej. Metan ma też pośredni wpływ na klimat poprzez wytwarzanie ozonu i pary wodnej, które są także gazami cieplarnianymi.

 

Skąd pochodzą emisje metanu

 

Emisje metanu są generowane przez procesy zarówno naturalne, jak i wynikające z działalności człowieka – antropogeniczne (gr. ánthrôpos – człowiek, génesis – pochodzenie). Większość naturalnych emisji metanu powstaje w wyniku rozkładu materii organicznych (na przykład gnijących roślin) w warunkach beztlenowych na terenach podmokłych.

 

Można wyróżnić wiele źródeł antropogenicznych emisji metanu. Metan z paliw kopalnych może być emitowany do atmosfery w procesie wydobycia węgla, ropy naftowej lub gazu ziemnego. Źródlem metanu są również odpady, które trawią drobnoustroje. Jednak to rolnictwo odpowiada za największą część emisji, oszacowaną na blisko połowę antropogenicznego metanu w 2012 r [2].

 

Największym źródłem emisji metanu w rolnictwie jest bydło, które wytwarza metan jako produkt uboczny trawienia. Bydło to przeżuwacze, co oznacza, że ​​mają wyspecjalizowany układ trawienny, który pozwala im trawić pokarmy takie jak świeża trawa. Metan powstaje w żołądkach przeżuwaczy jako produkt uboczny w procesie zwanym fermentacją jelitową. I wbrew pozorom, na co nawet NASA musiała wydać komunikat, to nie pierdzenie, a bekanie krów jest największym problemem.

 

Z tego źródła pochodzi prawie 30% całkowitego metanu antropogenicznego w 2012 r. Znaczne ilości metanu są również emitowane tam, gdzie ryż uprawiany jest na zalanych polach (11% całkowitego metanu antropogenicznego w 2012 r.), gdzie warunki beztlenowe ułatwiają mikrobiologiczne wytwarzanie metanu, podobnie jak na naturalnych terenach podmokłych [2].

 

Siła metanu

 

Ze względu na istnienie wielu GHG, wymyślono jednostkę, która mierzy „siłę” każdego gazu. Emisję z reguły podaje się w ekwiwalentach dwutlenku węgla (CO2e). Jest to wskaźnik przyjęty przez IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change) i to oficjalny wskaźnik do raportowania emisji w celu osiągnięcia porozumienia paryskiego.

 

Ekwiwalent dwutlenku węgla sprowadza do wspólnego mianownika wpływ wszystkich gazów cieplarnianych. Dokładniej mówiąc, poza emisją uwzględnia również potencjał globalnego ocieplenia w skali 100 lat (nazywanego GWP 100). W celu obliczenia ekwiwalentu COdanego gazu należy wielkość emisji pomnożyć przez wartość GWP100. Na przykład IPCC przyjmuje wartość GWP 100 wynoszącą 28 dla metanu, co oznacza, że wyemitowanie jednego kilograma metanu będzie miało 28-krotnie większy wpływ na ocieplenie w ciągu 100 lat niż jeden kilogram CO 2*. Czyli 1 kilogram metanu to równowartość 28 kilogramów ekwiwalentu, 15 kg metanu to 420 kg CO2e itd.

 

*Jednak ten wskaźnik nie jest bez wad. Nie docenia krótkotrwałego ocieplenia. Wpływ metanu chociażby w perspektywie 20  lat jest nie 28 a 84 razy większy. Analogicznie im dłuższa perspektywa, tym metan będzie wypadał coraz lepiej. Utrudnia to jednoznacznie określenie emisji bez faworyzowania jakiejś grupy. Posługuję się oficjalnymi wskaźnikami, ale uważam, że warto o tym wspomnieć. 

 

emisja co2 i metanu
Emisja gazów cieplarnianych bez metanu (czerwcowy) i CO2e z samego metanu (szary) z produktów spożywczych

 

Żywotność metanu

 

Po tej garści statystyk można by sądzić, że metan jest kluczowym gazem, którego emisje trzeba ograniczyć. Jednak przeciwnicy tej teorii podniosą, że liczy się nie tylko „siła” GHG, ale również żywotność. A w przypadku metanu wynosi tylko ok. 10-12 lat. Dwutlenek węgla natomiast utrzyma się w atmosferze setki lat. Posłużę się analogią, którą przytoczono w jednym z artykułów, na których się opieram [3]:

 

Wyobraźmy sobie wannę wypełnioną wodą. W przypadku CO 2 mamy stały dopływ wody reprezentujący trwające emisje, ale odpływ jest w większości zablokowany, więc woda w wannie będzie stale rosła tak długo, jak długo odkręcony jest kran. W przypadku metanu, jeśli odkręcimy kran (tzn. zaczniemy wydzielać metan), woda z kąpieli początkowo wypełni się o wiele szybciej do wysokiego poziomu, ale po krótkim czasie woda może zacząć spływać w tempie, które równoważy bieżący przepływ. Oznacza to, że o ile kran nie jest mocniej odkręcany (tj. przepływ pozostaje stały), woda w wannie pozostaje na tym wysokim poziomie, ale bez dalszego napełniania.

 

Jednorazowa emisja X CObędzie miała niewielki wpływ na klimat, ale długotrwały. Ta sama emisja X metanu będzie miała znacznie większy wpływ, jednak na krótki okres. Obrazowo pokaże to wykres poniżej.

 

Dwutlenek węgla i metan
Wpływ na ocieplenie klimatu jednorazowej emisji 1 Mt gazów w zależności od postępującego czasu
Czerwony – dwutlenek węgla, niebieski – metan, zielony – podtlenek azotu.

 

Obieg zamknięty metanu

 

Dodatkowo podnosi się, że obieg metanu z hodowli zwierząt jest obiegiem zamkniętym. Czyli każdy krowi oddech, który poleci w niebo, za 10 lat ulegnie rozpadowi w dwutlenek węgla i „spadnie” na ziemię, choćby w procesie fotosyntezy. Rośliny, które zmagazynują ten węgiel, krowa później zje i koło się zamyka. Analogicznie nie liczymy COz oddychania ludzi, jako dodatkowe źródło emisji [5]. Więc suma summarum metan miałby być neutralny klimatycznie, w przeciwieństwie do metanu z przemysłu, który jest dodatkowym gazem wykopywanym z ziemi. Z resztą zobaczcie poniżej. 

 

Obieg metanu
Obieg metanu w przyrodzie

 

Jednak to nie takie proste. Ta dodatkowa dekada jest kluczowa. Brak metanu dałby nam nie tylko czas na dekarbonizację przemysłu. Możemy przekroczyć taki punkt, gdzie Ziemia zacznie ocieplać się samoistnie poprzez sprzężenia zwrotne (choćby przy udziale pary wodnej). Musielibyśmy wtedy nie tylko zredukować emisje do zera, ale wręcz wyciągać CO2 z atmosfery. 

 

I warto tutaj znaleźć złoty środek. Tak, metan (z hodowli bydła) krąży w obiegu zamkniętym, nie wykopujemy z głębi Ziemi żadnej paszy dla krów. Nie czyni go to jednak neutralnym. Nie tylko napędza aktualne zmiany klimatu. Do wyprodukowania takiej ilości jedzenia dla krów korzystamy już z paliw kopalnych, choćby w maszynach rolniczych. Dodatkowo nie wydaje się, żebyśmy utrzymali emisję metanu na stałym poziomie. Wręcz przeciwnie, spożycie mięsa rośnie szybciej niż populacja. W ciągu ostatnich 50 lat populacja na świecie wzrosła dwukrotnie, zapotrzebowanie na mięso zaś czterokrotnie [4]. Jednocześnie nawet jeśli pominiemy cały ten proces, to mięso, a w szczególności wołowina, dalej emitują najwięcej dwutlenku węgla spośród żywności.

 

Spożycie mięsa rośnie szybciej niż populacja

 

Jednocześnie zgodzę się, że porównanie emisji z wołowiny i podróży samochodem może nie być adekwatne. Dużą część COwołowiny stanowi metan, co stawia ją w nadmiernie złym świetle, biorąc pod uwagę, że paliwa kopalne zwyczajnie wykopujemy z wnętrza planety. Na tej samej zasadzie niekorzystnie wypada ryż, który również emituje metan. Jednak sugeruje to niejako dychotomię, że albo jesz mięso, albo podróżujesz autem. W rzeczywistości potrzebna jest każda zmiana.

 

 

Podsumowanie

 

Produkcja mięsa i produktów mlecznych ma gigantyczny wpływ na naszą planetę. Również metan, choć działa trochę inaczej niż CO2, ociepla nasz klimat i powinniśmy dążyć do zminimalizowania jego emisji. Choć próbuje się to robić na różne sposoby, na przykład karmiąc krowy glonami, to najprostszą metodą jest ograniczenie spożycia wołowiny. Ty my, jako mieszkańcy globalnej północy, spożywamy o wiele więcej mięsa niż średnia światowa. Dlatego też w obliczu rosnącej populacji to my powinniśmy ograniczać spożycie mięsa, w szczególności wołowiny. Dysponujemy obecnie wieloma alternatywami i sam fakt, że coś nam smakuje, nie usprawiedliwia faktu niszczenia planety.

Ogólne informacje na temat globalnego ocieplenia czerpałem z książki Popkiewicz M., Kardaś A., Malinowski S. Nauka o Klimacie (2019), do której kupna zachęcam.

[1] IPCC . Climate Change 2013: The Physical Science Basis. Contribution of Working Group I to the Fifth Assessment Report of the Intergovernmental Panel on Climate Change. Cambridge University Press, Cambridge, United Kingdom and New York, NY, USA; 2013.

[2] Janssens-Maenhout G, Crippa M, Guizzardi D, Muntean M, Schaaf E, Dentener F, et al. EDGAR v4.3.2 Global Atlas of the three major Greenhouse Gas Emissions for the period 1970-2012. Earth Syst Sci Data Discuss. 2019;2019:1-52.

[3]  https://tabledebates.org/building-blocks/agricultural-methane-and-its-role-greenhouse-gas

[4] https://na.unep.net/geas/archive/pdfs/GEAS_Oct2012_meatproduction.pdf

[5] Steinfeld, H. et al. Livestock's Long Shadow, Environmental Issues And Options, FAO, 2006

Pasture photo created by wirestock – www.freepik.com

20/07/2022

Jak dietą zmieniasz klimat

Autor: Marcin Wójciak
Czas czytania: 9 min.

Stoimy w przededniu katastrofy klimatycznej. Kolejne anomalie temperatur, kataklizmy pogodowe czy wymieranie gatunków zwierząt i roślin dzieją się na naszych oczach. I w gruncie rzeczy przeciętny obywatel nie ma nic do powiedzenia. Nie ma? Wręcz przeciwnie, jako jednostka można zrobić wiele, ale ja tutaj skupię się na naszej diecie. Bowiem zawartość talerza ma gigantyczny wpływ na naszą planetę.

 

Czy globalne ocieplenie istnieje

 

Zanim przejdziemy do sedna problemu, warto byłoby odpowiedzieć na to pytanie. Skąd mamy pewność, że ocieplenie w ogóle postępuje? Wystarczy spojrzeć na wizualizację stworzoną przez prof. Eda Hawkinsa. Każdy pasek to kolejny rok, poczynając od 1850. Niebieskie paski oznaczają lata ze średnią temperaturą poniżej, a czerwone – powyżej średniej z lat 1971-2000. Paski białe oznaczają temperaturę w pobliżu średniej z tego okresu. Wykres można zmieniać dla różnych krajów i regionów, kliknięcie w obrazek przekieruje was do strony autora.

 

 

Ale skąd pewność, że to akurat ludzie na to wpływają? Obecnie nie ma żadnej dużej organizacji naukowej, która zaprzeczałaby antropogenicznym (wywołanym przez ludzi) zmianom klimatu. Pomiary wykonujemy już nie tylko na lądzie czy w morzach, ale również satelitarnie. Mając do dyspozycji obecną technologię udało się nam (ludzkości) ustalić, że od drugiej połowy XIX wieku średnia temperatura powierzchni Ziemi wzrosła o ok. 1 stopień Celsjusza. Podnosi się również argumenty, że wynika to z aktywności słońca, wulkanów czy po prostu naturalnych procesów. Nie jest to prawdą, po szczegóły odsyłam do raportu IPCC lub strony Nauka o klimacie, szczególnie tego artykułu. Wróćmy do diety

 

Oryginalna grafika: Naukaoklimacie.pl

 

Wpływ diety na klimat

 

Ok. 21-42% emisji gazów cieplarnianych jest powiązanych z produkcją żywności [1, 2]. Są to rozbieżne dane ze względu na różne założenia i metody pomiaru, ale można spokojnie przyjąć, że ok. 1/4 emisji pochodzi z naszego talerza. Ponad połowa, bo 57%, to produkcja zwierzęca wraz z paszą. 29% to rośliny przeznaczone bezpośrednio dla ludzi. 14% to inne zastosowania [3]. Widzimy więc, że globalnie produkcja zwierzęca przyczynia się do około 14-18% rocznych emisji gazów cieplarnianych [8,9].

 

Można też podzielić to w inny sposób, jak to zaprezentowano na wykresie poniżej:

 

Klimat i produkcja żywności

Widzimy więc, że wpływ diety jest i to niebagatelny. Powinny nam się nasuwać już pewnie wnioski, jakie produkty lepiej wybierać.

 

Rośliny czy mięso

 

Poza dwutlenkiem węgla mamy również inne gazy cieplarniane, takie jak metan czy podtlenek azotu. Dlatego emisje podaje się w równoważniku (ekwiwalencie) CO2 zapisywanym jako CO2e (lub CO2eq). Korzysta on z „mocy” gazu w perspektywie 100 lat i na tej podstawie zrównuje ją do dwutlenku węgla, który wynosi zawsze 1. Na przykład potencjał tworzenia efektu cieplarnianego dla metanu oblicza się na 28 krotnie większy od CO2. I tak też obliczono emisję w poniższych wykresach. Ten wskaźnik rozwinę w kolejnymi artykule, który skupi się na metanie.

 

Zasada jest prosta, im wyżej coś stoi w łańcuchu pokarmowym, tym gorzej dla klimatu. Najprościej pokazać to na przykładzie w ekosystemie morskim. Najbardziej przyjazne dla środowiska będą glony (czy też plankton), dalej krewetki, a na końcu ryby mięsożerne. Wynika to z efektywności białkowej i kalorycznej. Dla wołowiny wynosi ona odpowiednio 3,8% i 2%. To znaczy, że krowa po zjedzeniu 100 gramów białka z paszy da nam niecałe 4 gramy białka wołowego. Zjadając 100 kcal roślin odda nam już tylko 2 kilokalorie na talerzu. Jednak jest pewien problem z tym jak mierzyć emisję. Możemy to zrobić w przeliczeniu na kilogram, na 1000 kcal czy na 100 gramów białka. Zobaczcie zresztą:

 

Emisje CO2e na kilogram
Emisje CO2e na 100 g białka
Emisje CO2e na 1000 kcal

 

 

Zależnie od metody, możemy uzyskać różne wyniki. Prostym przykładem jest mleko. Ma niewielkie emisje na kilogram, bo zawiera dużo wody. Jednak w przeliczeniu na kalorie staje się to wadą. Dlatego porównywanie skrajnie różnych produktów nie ma sensu. Możemy porównać mleko z napojami roślinnymi czy też rodzaje mięs między sobą. Natomiast wniosek jest dosyć jasny, rośliny są o wiele, wiele lepszym wyborem od produktów odzwierzęcych. Tofu na przykład emituje średnio 25-30 razy mniej CO2 niż wołowina, zarówno jeśli chodzi o kalorie, jak i o białko. Po kliknięciu w powyższe wykresy zostaniecie przekierowani do interaktywnych wersji, gdzie można porównać więcej produktów.

 

Nie pozostawia wątpliwości, że wołowina będzie najgorszym wyborem. Trzeba jednak pamietać, że podane wyżej wartości są jednak uśrednione. Emisja na 100 gramów białka waha się od 17 do 94 kg CO2e, wystarczy zmienić choćby kraj i metodę chowu [2]. W zależności od tego, czy chcemy bronić czy obwiniać mięso, można podać skrajne, choć wciąż prawidłowe dane.

 

Emisje CO2e roślin

 

Zastanawiałem się, który wykres wybrać do porównania i doszedłem do wniosku, że najrzetelniejsze, choć nie bez wad, będzie pokazanie na 1000 kcal. Łatwiej w ten sposób obliczyć emisje na jedną osobę, a w obliczu rosnącej populacji to głód wywołany brakiem kalorii jest światowym problemem. Jednocześnie spełniając zapotrzebowanie kaloryczne z różnorodnych produktów jest niewielkie ryzyko niedoboru białka. Wnioski jednak przedstawię na podstawie wszystkich 3 metod. Na pierwszy ogień wybrane rośliny.

 

 

Wnioski:
  • Produkcja kawy (również czekolady) istotnie przyczynia się do emisji Co2e, ale nie spożywamy kawy dla kalorii, jak również nie są to produkty, które jemy w kilogramach, dlatego traktowałbym to jako ciekawostkę 
  • Zboża, orzechy i ziemniaki to najwydajniejsze źródło kalorii
  • Soczyste warzywa, jak pomidory, na 1000 kcal emitują zdecydowanie więcej, jednak na kilogram efekt ten nie jest tak widoczny. Dodatkowo czasem emisja pomidorów jest podwyższona poprzez szklarnie działające na gaz, co rozwinę w kolejnych akapitach.
  • Jednocześnie ryż emituje najwięcej Co2e z roślin spożywczych, głównie za sprawą metanu. O metanie więcej pojawi się w kolejnym artykule.
  • Orzechy są najbardziej ekologicznym źródłem białka i kalorii

 

Odnośnie orzechów, to mają one czasem nawet ujemne emisje gazów cieplarnianych. Tzn. sadzi się je w miejscu nieużytków i w procesie wzrostu pochłaniają dwutlenek węgla.

 

Emisje CO2e mięsa i nabiału

 

Jeśli spojrzymy na produkty odzwierzęce, to zobaczymy tutaj również bardzo duży kontrast.

 

 

Wnioski:
  • Wołowina i ogólnie mięso przeżuwaczy zawsze wypada najgorzej (jak w przypadku ryżu, częściowo przez emisję metanu)
  • Mleko wypada dobrze w przeliczeniu na kilogram, bo zawiera dużo wody, natomiast wypada przeciętnie, jeśli chodzi o dostarczenie kalorii
  • Ograniczenie spożycia wołowiny i sera to już ogromna zmiana, nie trzeba przechodzić na dietę roślinną
  • Jaja są najmniej emisyjnym źródłem zwierzęcego białka i kalorii
  • Jednak w porównaniu z roślinami jaja wciąż wypadają kiepsko

 

Mleko vs „mleko” a nasz klimat

 

Zatrzymamy się chwile również przy alternatywach mleka. Obecnie mamy szeroki asortyment napojów roślinnych (bo tak wg prawa powinniśmy je nazywać): sojowe, kokosowe, owsiane, migdałowe, ryżowe, konopne, a nawet z… ziemniaka. O mleku z ziemniaka pisałem w poniższym artykule.

 

7 dowodów na to, że ziemniak jest królem warzyw [felieton]

 

Niezależnie od tego czy skupimy się tylko na emisji gazów cieplarnianych, czy weźmiemy też pod uwagę choćby potrzebną wodę czy zanieczyszczenia, napój roślinny jest lepszym wyborem od mleka krowiego. I nieważne z czego jest akurat wykonany. Mleko migdałowe ma niższą emisję gazów cieplarnianych i wymaga mniej ziemi niż na przykład soja, ale konsumuje więcej wody i powoduje wyższą eutrofizację. Dlatego nie ma jednoznacznego zwycięzcy w kategorii mlek roślinnych. Chyba że ktoś przeczytał artykuł o ziemniaku.

 

 

Przyszłość jest roślinna

 

Nie jest to możliwe, by jednocześnie rosła nasza populacja i ludzie jedli dużą ilość mięsa, tak jak w naszym regionie. Dlatego istnieje kilka scenariuszy na przyszłość. Mamy do wyboru mięso z probówki, które po raz pierwszy zaprezentowali Holendrzy w 2013 roku, wegańskie zamienniki lub owady. Ewentualnie horrendalnie wysokie ceny na mięso, na które będzie stać tylko garstkę najbogatszych, co już widzimy. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ceny wieprzowiny mogą urosnąć w 2022 roku o 40%, wołowiny zaś o połowę. I wszystkie te scenariusze są prawdopodobne i będą występować obok siebie.

 

Poza tym w krajach wysoko rozwiniętych obserwujemy rosnącą popularność na roślinne zamienniki, również w Polsce. Analitycy wspomnianego instututu oceniają, że w 2022 r. ogólne spożycie mięsa (wraz z podrobami) prawdopodobnie zmaleje o ok. 3 kg do 73,5 kg/mieszkańca.

 

Źródło:GUS

 

Jeśli chodzi o „sztuczne” mięso, to już w kilku krajach jest ono dostępne, m.in. w Singapurze, Korei czy Izraelu. W tym ostatnim otworzono ostatnio nawet zakład masowej produkcji. Nawet jeśli jeszcze teraz drogie i mało ekologiczne, to jego rozwój postępuje bardzo intensywnie. Ostatnio zaczęto nawet drukować hybrydowe mięso. Ewentualnym problemem może być fakt, że produkcję kontrolują prywatne firmy nastawione na zysk, niekoniecznie równe dystrybuowanie żywności.

 

Przewidywana sprzedaż mięsa, mięsa laboratoryjnego i wegańskich zamienników od 2025 do 2040 roku. W miliardach dolarów.

 

Z kolei rynek roślinnych alternatyw wcale nie radzi sobie gorzej. Raport Boston Consulting Group wykazał, że za każdy zainwestowany dolar w poprawę i zwiększenie produkcji alternatywnych produktów mięsnych i mlecznych powoduje większy spadek emisji gazów cieplarnianych, niż zainwestowanie go w ekologiczny transport czy budownictwo. Wyczytamy również, że inwestycje w alternatywne źródła białka wzrosły z 1 miliarda dolarów w 2019 roku do 5 miliardów dolarów w 2021 roku. W raporcie stwierdzono, że produkty alternatywne stanowią 2% sprzedawanych produktów odzwierzęcych, ale w 2035 r. wzrosną do 11% w związku z obecnymi trendami.

 

Marnowanie żywności

 

Jednym z najlepszych sposobów na zmniejszenie emisji jest ograniczenie marnowania żywności. A jest co robić, bo marnujemy ok. ⅓ naszego jedzenia (1,3 mld ton żywności). Wydaje się to trochę abstrakcyjne, że produkujemy żywność dla 12 mld ludzi, a 10% ludzkości wciąż nie ma co jeść (FAO 2016). W przypadku krajów rozwijających się, straty występują głównie podczas produkcji i przechowywania, jeśli chodzi o kraje rozwinięte (do których należy Polska), to około połowa strat wynika z zachowania konsumentów [4]. Odpowiada to za 6% światowych emisji gazów cieplarnianych [5]. Dla porównania lotnictwo generuje 2% emisji. 
Zachęcam do przeczytania artykułu o tym, jak ograniczyć wyrzucanie jedzenia. 

 

6 wskazówek, jak nie marnować żywności w święta

 

Skup się na tym co jesz, a nie skąd jest

 

Toforównik to wymyślona przeze mnie jednostka, oznaczająca ilość CO2 potrzebną, żeby przetransportować statkiem kostkę tofu dookoła Ziemi (ok. 200g CO2). Oczywiście może to być dowolny przedmiot, ale chcę pokazać, że lokalna wołowina jest gorszym wyborem, od niskoemisyjnej soi, nieważne skąd pochodzi.

 

Wiele organizacji zachęca do kupowania lokalnych upraw, jednak czasem daje to efekt odwrotny od zamierzonego. Konsument ma poczucie, że robi coś dobrego i to wystarczy. „No dobra, może i jem tę wołowinę, ale wszystkie warzywa kupuję na ryneczkach, to się chyba zeruje?”. Niestety.

 

Uśrednijmy emisję wołowiny na 60 kg CO2e na kilogram. Dla porównania, statki emitują od 11 do 42 gramów CO2 na tonokilometr (czyli przetransportowanie 1 tony na dystansie kilometra) [ECSA]. 200 gramowy kotlet wołowy wyemituje 12 kg CO2e, czyli tyle, co kostka tofu okrążając glob 60 razy (2,4 mln kilometrów). Dzieje się tak dlatego, że większość transportu odbywa się drogą morską [5], który jest niskoemisyjny. Z kolei najbardziej emisyjny transport lotniczy odpowiada za… 0,16% transportu [5].

 

 

Kupowanie produktów z odległych zakątków Ziemi może być paradoksalnie bardziej sensowne. Sprowadzenie kilograma wołowiny z Ameryki wyemituje w przybliżeniu 0,2 kg CO2e. Krótkie obliczenia, podzielmy emisję z transportu przez całkowite emisje wołowiny. 0,2/60 x 100% = 0,33% emisji wołowiny (w tym przypadku) pochodzi z transportu. Holendrom bardziej się opłaca sprowadzić niektóre owoce statkiem z Ameryki, niż ciężarówką z Włoch. Za to Szwedzi powinni wybierać egzotyczne pomidory. Energia potrzebna do wyhodowania ich w lokalnej szklarni (często przy użyciu gazu ziemnego) jest bardziej emisyjna, niż sprowadzenie ich z Hiszpanii, gdzie jest sezon [6]. Stąd też czasem wysokie emisje przy produkcji pomidorów.

 

Tak więc nie wszystko jest takie oczywiste, jak się początkowo wydaje. W krajach UE transport odpowiada za zaledwie 6% emisji z całej produkcji żywności, z czego w Polsce ten udział jest najmniejszy [7]. Poświęcanie tyle uwagi kupowaniu lokalnych produktów to trochę przerost formy nad treścią.

 

Podsumowanie

 

Właściwie nie jest możliwe zahamowanie globalnego ocieplenia nie zmieniając zawartości naszego talerza. Zmiany w praktykach produkcji żywności mogą zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych w rolnictwie o około 10%, podczas gdy zwiększona popularność diet roślinnych może zmniejszyć emisje nawet o 80% [10]. Dalszą redukcję o 5% można by osiągnąć poprzez zmniejszenie o połowę strat i marnotrawstwa żywności. Mamy więc możliwość zminimalizować wpływ rolnictwa właściwie od zaraz. Wystarczy zrezygnować z wołowiny i ograniczyć spożywanie pozostałych produktów odzwierzęcych na rzecz ich roślinnych alternatyw.

 

Można też obliczyć swój ślad węglowy i sprawdzać jak zmiana diety wpłynie na ten wskaźnik. W internecie dostępne są kalkulatory, choćby footprint network 

Za ocenę merytoryczną artykułu dziękuję Arkowi z Dietetyki #NieNaŻarty

Ogólne informacje na temat globalnego ocieplenia czerpałem z książki Popkiewicz M., Kardaś A., Malinowski S. Nauka o Klimacie (2019), do której kupna zachęcam.

[1] Rosenzweig, C. et al. Climate change responses benefit from a global food system approach. Nat Food 1, 94–97 (2020).

[2] IPCC: Climate Change 2022: Mitigation of Climate Change

[3] Xu, X. et al. Global greenhouse gas emissions from animal-based foods are twice those of

plant-based foods. Nat Food 2, 724–732 (2021).

[4] Searchinger, T. et al. (2018). Creating a Sustainable Food Future—A Menu of Solutions to Feed Nearly 10 Billion People by 2050. World Resources Institute.

[5] Poore, J., & Nemecek, T. (2018). Reducing food’s environmental impacts through producers and consumers. Science

[6] Carlsson-Kanyama, A., Ekström, M. P. & Shanahan, H. Food and life cycle energy inputs: consequences of diet and ways to increase efficiency. Ecological Economics 44, 293–307 (2003).

[7] Sandström, V. et al. The role of trade in the greenhouse gas

footprints of EU diets. Global Food Security 19, 48–55 (2018).

[8] Lynch, J., Garnett, T., Persson, M., Röös, E. & Reisinger, A. (2020). Methane and the sustainability of ruminant livestock (Foodsource: building blocks). Food Climate Research Network, University of Oxford.

[9] Steinfeld, H. et al. Livestock's Long Shadow, Environmental Issues And Options, FAO, 2006

[10] Willett W, Rockström J, Loken B, i in. (2019) Food in the Anthropocene: the EAT–Lancet

Commission on healthy diets from sustainable food systems. Lancet 393:447–492

Climate change photo created by freepik – www.freepik.com

01/04/2022

7 dowodów na to, że ziemniak jest królem warzyw [felieton]

Autor: Marcin Wójciak
Czas czytania: 5 min.

Ziemniaki stanowiły podstawę diety Polaków przez dziesiątki lat. Zasilały też nasz budżet, to był czołowy eksportowy produkt. Niestety niewdzięczne pokolenia stale zmniejszają spożycie tej jakże cudownej bulwy. 1 kwietnia to najlepsza okazja, żeby ziemniak odzyskał zaszczytne miejsce w naszym życiu – na talerzu podczas niedzielnego obiadu. Oto nie pięć, nie sześć, a aż siedem powodów, które udowodnią, że kartofle to jest überwarzywo.

 

1. Latte na ziemniaczanym proszę

 

Stojąc w obliczu katastrofy klimatycznej, poszukiwanie alternatyw dla produktów zwierzęcych wydaje się konieczne. Mleko krowie nie jest niestety zbyt ekologiczne. Jeśli chcielibyśmy wykorzystać jak najmniej terenu, to najlepszym wyborem jest mleko ryżowe. Ale chwila, emituje ono dużo gazów cieplarnianych, tutaj lepiej sprawdzi się migdałowe. Ale migdały wymagają sporo wody, o wiele mniej potrzeba do upraw soi czy owsa. I spośród powyższych czterech mlek nie ma faworyta w kategorii ekologiczność. Ale potem wchodzi on, cały w tetrapaku.

 

Grafika dzięki uprzejmości ekologicznie.com Link do strony po kliknięciu w obrazek.

 

„Mleko” z ziemniaka zostawia w tyle konkurencję właściwie w każdej dziedzinie. Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę tylko te aspekty, to w ziemniaku jest przyszłość. A może i teraźniejszość, napoje ziemniaczane są już przecież w produkcji. Szwedzka firma wypuściła na rynek „mleko” o wdzięcznej nazwie „DUG”. Wątpię, żeby ktoś płacił kilkadziesiąt złotych za wysyłkę, żeby napić się mleka z ziemniaka, więc nie będę się rozpisywać, ale możecie poczytać o tym na ich stronie.

 

2. Białko, białko i jeszcze raz ziemniaki

 

Co to za odkrycie odkrywać to, co już odkryte. Damian Parol obliczył, że można jeść tylko ziemniaki i wciąż budować muskle.

 

Cytując:
Ciekawostka – da się dostarczyć niezbędne minimum aminokwasów egzogennych jedząc wyłącznie ziemniaki. Przeciętny mężczyzna musiał by zjeść niecałe 3,5 kg ziemniaków dziennie. Może być to spore wyzwanie dla przewodu pokarmowego, ale dostarczyłoby o trochę ponad 2600 kcal. Czyli mniej-więcej ile wynosi zapotrzebowanie energetyczne typowego mężczyzny. I jak tu nie kochać ziemniaków?

 

Zostawiam link do posta

 

3. Jedzenie kartofli wzmacnia odporność

 

Kiedy dbasz o siebie, codziennie ćwiczysz, medytujesz i pijesz wyłącznie szejki z ekologicznych konopii, a mimo to wciąż masz katar, to odpowiedź jest prosta. Musisz jeść więcej ziemniaków. Istnieje taki termin – gęstość odżywcza. W dużym skrócie chodzi o ilość korzystnych składników odżywczych w przeliczeniu na kalorie (np. na 100 kcal). Naturalnie najlepiej wypadają warzywa, bo w większości składają się z wody i zwyczajnie nie mają dużo kalorii. A gdyby tak przeliczyć te składniki odżywcze na dolara? Wtedy króluje pyra. Dalej posłużę się cytatem, bo wtedy nie muszę sam wymyślać tekstu:

 

 „Badania sugerują, że ziemniaki są jednym z warzyw oferujących najwięcej składników odżywczych w przeliczeniu na dolara (wraz ze słodkimi ziemniakami i marchewką) w ośmiu ważnych składnikach odżywczych, w tym potas, błonnik, białko, witaminy C i E, wapń, żelazo i magnez”. Ziemniaki to żywność o jednym z najwyższych poziomów potasu, zapewniając 15 procent dziennej wartości na porcję. Ponadto zawierają 7 procent dziennej wartości błonnika pokarmowego w porcji. „Jeśli chcesz zwiększyć zawartość błonnika w codziennej diecie, ziemniaki są jednym z najtańszych źródeł błonnika”. [1]

 

Jeśli dotarł*ś aż tutaj, to chyba dobra pora na strategicznego pajacyka. Kliknij w TEN LINK i pokaż światu jak moc ziemniaka walczy z głodem na świecie.

 

4. Główne źródło witaminy C w diecie Polaków to…

 

Polacy to ogólnie mają problem ze świeżymi warzywami i owocami, dlatego też często nie dostarczamy sobie odpowiedniej ilości witaminy C. No bo co stanowi jej główne źródło… Cytryna, pomarańcza, papryka? Ziemniak? Ano ziemniak [0]. Jeden ziemniak potrafi dostarczyć nawet 1/3 dziennego zapotrzebowania na witaminę C. To często więcej, niż w pomidorze.  A że na jednym z reguły się nie kończy, to ziemniaki stanowią naprawdę istotnie źródło tej witaminy w diecie. Z resztą sami zobaczcie.

 

Każda okazja, żeby wstawić map… to znaczy kartogram, jest dobra

 

5. Ser z ziemniaka

 

Ser to jedna z tych rzeczy, której mi brakuje w diecie wegańskiej. I nie, ten kapeć z oleju kokosowego nie jest serem. Pewnemu mieszkańcowi Austrii Australii też to się widocznie nie podobało, bo poświęcił 12 lat życia na opracowanie sera z ziemniaka. Skoro można zrobić mleko, to dlaczego by nie ser? CHATO, bo tak się nazywa produkt (to połączenie słów CHeese i potATO, czyli ser i ziemniak) nie zawiera laktozy (no bo niby jak), jest przyjazny dla środowiska, a przy tym się topi. Tym ostatnim mnie kupił. Informacje na ten temat są sprzed 6 lat, a CHATO dalej nie ma na półkach, więc chyba nie był zbyt smaczny.

 

6. Od ziemniaków rosną mózgi

 

Myślę, że zgodzimy się, że ogień to najważniejsze odkrycie człowieka. Mogliśmy dzięki niemu oświetlić ciemne miejsca, ogrzać się, gdy było zimno i ugotować surowe mięso. Nie no, żartuję, tak twierdzą tylko zwolennicy diety paleo. Ludzie, z tymi swoimi potężnymi kłami i pazurami, jedli co najwyżej padlinę. Rozwój mózgu umożliwiła nam skrobia i duża dawka kalorii [2,3]. Ugotowany ziemniak ma o wiele więcej kalorii, niż jakieś surowe korzonki i jagody.

 

Dlaczego to tak ważne? Po pierwsze nasz mózg konsumuje 25% energii, którą spożywamy, mimo że waży zaledwie 2% naszej masy ciała. Po drugie nasz mózg działa na glukozę. Mięśnie i narządy sobie poradzą, ale mózg potrzebuje węglowodanów. Oczywiście może je wytworzyć z tłuszczu czy białka w procesie zwanym glukoneogenezą, ale nie jest to najbardziej efektywny proces. To trochę tak, jakbyśmy chcieli nakarmić krowę 1000 kcal paszy i otrzymać 2000 kcal mięsa, no nidyrydy. A jak już o tym wspominam, to w postaci wołowiny odzyskujemy tylko 2% kalorii z paszy, którą nakarmiliśmy krowę. Jaki głód na świecie? No i po trzecie, zaoszczędziliśmy w ten sposób dużo czasu. Panda poświęca nawet 16h dziennie na żucie bambusa. Tygrys może i szybciej coś upoluje, ale nie każdy atak kończy się obiadem. Człowiek zyskał szybkie, pewne i skoncentrowane źródło kalorii.

 

Więcej o bulwach i paleolicie posłuchacie w podcaście radia naukowego (polecam).

 

7. Ziemniak sprawdzi się w triathlonie

 

Wspominałem już, że ziemniak jest źródłem węglowodanów i glukozy? No to napiszę jeszcze raz. Sportowcy wytrzymałościowi często sięgają po specjalną żywność, która dostarcza im energii podczas wysiłku. Normalni ludzie piją izotoniki i jedzą żele energetyczne. Ultramaratończycy jedzą krakersy, zupę pomidorową i bułkę z serem. Ale nadludzie korzystają z jedynego prawilnego źródła energii – ziemniaków.

 

W badaniu, które zostało opublikowane w Journal of Applied Physiology, poddano próbie wysiłkowej 12 rowerzystów. Niektórym podawano puree ziemniaczane, innym komercyjne żele sportowe, innym po prostu podawano wodę (próba kontrolna). Wydajność w jeździe na czas była lepsza zarówno w grupie ziemniaków, jak i żelowej, w porównaniu do tych, którym podawano tylko wodę. To akurat nie jest zdziwieniem, energia zawsze będzie lepsza, niż brak energii. Natomiast nie stwierdzono różnic między wydajnością rowerzystów, którzy otrzymywali węglowodany poprzez spożywanie ziemniaków lub żeli w zalecanych ilościach około 60 gramów na godzinę podczas eksperymentów. Ziemniaki są obiecującą alternatywą dla sportowców, ponieważ stanowią opłacalne, bogate w składniki odżywcze i pełnowartościowe źródło węglowodanów. Badanie jest dostępne za darmo, więc zachęcam do przeczytania [4]

 

Przy okazji można też przeczytać mój inny artykuł Czy warto stosować żele energetyczne?

 

Podsumowanie

 

Artykuł powstał oczywiście w luźnej formie na potrzeby 1 kwietnia. Jednak wszystkie informacje podane powyżej są prawdziwe. Faktycznie jest to mało obciążający środowisko produkt, a przy tym możemy zrobić z niego mleko i ser. Jest niezłym źródłem witamin i aminokwasów, a przy współudziale mięsa i innych produktów pozwolił nam rozwinąć cywilizację. Smacznego!

Potato cartoon photo created by Racool_studio – www.freepik.com

[0] Tak naprawdę nikt tego nie sprawdził, tym bardziej, że spożycie ziemniaków spada, a i dużo zależy od obróbki termicznej (witamina C jest wrażliwa na temperaturę). Tym niemniej nie przeszkadza to redaktorom i bloggerom w rozpowszechnianiu tej informacji. Natomiast nieważne, na którym miejscu, ziemniaki to wciąż niezłe źródło witaminy C.

[1]Drewnowski A. New metrics of affordable nutrition: which vegetables provide most nutrients for least cost? J Acad Nutr Diet. 2013 Sep;113(9):1182-7. doi: 10.1016/j.jand.2013.03.015. Epub 2013 May 25. PMID: 23714199.

[2] https://www.sydney.edu.au/news-opinion/news/2015/08/10/starchy-carbs--not-a-paleo-diet--advanced-the-human-race.html

[3] Hardy, Karen, et al. “The Importance of Dietary Carbohydrate in Human Evolution.” The Quarterly Review of Biology, vol. 90, no. 3, The University of Chicago Press, 2015, pp. 251–68, https://doi.org/10.1086/682587.

[4] Salvador, Amadeo F et al. “Potato ingestion is as effective as carbohydrate gels to support prolonged cycling performance.” Journal of applied physiology (Bethesda, Md. : 1985) vol. 127,6 (2019): 1651-1659. doi:10.1152/japplphysiol.00567.2019

19/05/2021

Czy orzechy brazylijskie są dobrym źródłem selenu?

Autor: Marcin Wójciak
Czas czytania: 5 min.

Orzechy brazylijskie pochodzą z tropikalnych lasów Amazonii. Są bogate w błonnik, cynk czy magnez. Mimo że zawierają sporo tłuszczu, to w większości są to jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe [USDA], a więc te korzystnie działające na zdrowie. Poza tym są one już niemal synonimem selenu i powszechnie uważane są za najlepsze źródło tego pierwiastka. Niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zawartość selenu w żywności jest bardzo zmienna [1].

 

Źródła selenu w diecie

 

Orzechy brazylijskie zawierają od 2 do 70 µg selenu [Se] w gramie. Żeby oddać skalę, sprawdźmy więcej produktów:

 

  • Ryby mięsożerne – 1,63 µg/g
  • Ryby niemięsożerne – 1,39 µg/g
  • Żółtko jaja – 0,56 µg/g
  • Wołowina – 0,38 µg/g
  • Warzywa i owoce to śladowe ilości – <0,1 µg/g [2].
Choć i tak dane są zawyżone, bo pochodzą z Ameryki Południowej. W rzeczywistości produkty z Polski mają tego selenu dziesięciokrotnie mniej [12].

 

Orzech waży ok. 4 gramy, a zalecane dzienne spożycie selenu dla dorosłych wynosi 55 µg, nieznacznie wzrasta w okresie ciąży i laktacji [3,5,7]. W rezultacie już jeden orzech może pokryć zapotrzebowanie na ten pierwiastek. Jednocześnie dopiero dawka 400 µg uważana jest za toksyczną, dlatego raczej nie trzeba się przejmować przedawkowaniem selenu z żywnością [2,5].

 

Żeby spełnić normę na selen musielibyśmy zjeść 13 czekolad, 4,5 kg brokułów, 2 duże kotlety, bochenek chleba lub… 1 orzech [7]. Dlatego też orzechy brazylijskie mogłyby być niejako tanim “game-changerem”, bez konieczności fortyfikowania żywności, jak to miało miejsce w przypadku jodu.

 

Warto zauważyć, że głównym źródłem selenu w diecie są produkty pochodzenia zwierzęcego. Większość roślin ma go niewiele, najwięcej znajdziemy w grzybach i strączkach. Dlatego też wegetarianie z reguły będą mieli niższe spożycie selenu [4]. Można zastosować pewne strategie żywieniowe, czynniki zwiększające przyswajanie selenu, to m.in. białko, witaminy A, E, C oraz pozostałe antyoksydanty [7].

 

Czasem można rozważyć suplementację, mając z tyłu głowy to, że selen w nadmiarze może być toksyczny. Dobrym wyjściem mogą być drożdze, które są hodowane na pożywkach wzbogacanych w selen. Wybierając suplement trzeba pamiętać, że ludzkie ciało absorbuje ponad 90% selenometioniny, czyli formy występującej w żywności, ale tylko 50% z selenitu sodu. Takie informacje będą zawsze na opakowaniu [5]. 

 

Czy selen jest niezbędny do życia?

 

Choć znaczny niedobór selenu jest rzadki, to niewystarczające spożycie jest powszechnym problemem. Widoczne w Wielkiej Brytanii, kontynentalnej Europie (szczególnie wschodniej), Nowej Zelandii, Chinach, Brazylii czy na Bliskim Wschodzie [1,6]. W Polsce spełniamy ledwie 70 % dziennego zapotrzebowania, to nawet czterokrotnie mniej niż w USA, Hiszpanii czy Finlandii [6,7].

 

Se jest pierwiastkiem niezbędnym do syntezy selenocysteiny i produkcji selenoprotein. Z kolei selenoproteiny pełnią rolę w procesie produkcji hormonów i są ważne w prawidłowym funkcjonowaniu tarczycy

 

Selen zwiększa poziom enzymu znanego jako peroksydaza glutationowa (GPX), który pomaga zmniejszyć stan zapalny i chroni organizm przed stresem oksydacyjnym, czyli w dużym skrócie – uszkodzeniem komórek. Ponadto odpowiednie odżywienie selenem jest związane ze zwiększoną odpornością i odpowiedzią immunologiczną. Może on obniżyć ryzyko niektórych nowotworów, mutacji oraz hamuje podział komórek rakowych. 

 

Se jest kluczowym składnikiem w przeciwdziałaniu niektórym infekcjom wirusowym. Na przykład u osób z niskim poziomem selenu, grypa może prowadzić do uszkodzeń płuc, łagodny wirus Coxsackie B skutkuje zapaleniem mięśnia sercowego, a HIV szybciej prowadzi do AIDS. 

 

Se jest niezbędny do dojrzewania plemników i zwiększa ich ruchliwość, przez co jego niedobór jest związany z niepłodnością męską. U kobiet z kolei pełni ważną rolę podczas ciąży i może zmniejszyć ryzyko poronienia. Może też wpływać na zaburzenia nastroju i prawdopodobnie zdrowie kości [6, 8]. 

 

Więc zdecydowanie selen odgrywa gigantyczną rolę w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu, a orzechy brazylijskie mogą pomóc w dostarczeniu jego odpowiedniej ilości. 

 

Skąd pochodzą orzechy brazylijskie?

 

Jednak, jak to w życiu bywa, to nie jest takie oczywiste. Zawartość selenu w produkcie bardzo mocno zależy od gleby i metody uprawy. Łatwo to zauważyć na mapie. Północna część Ameryki Południowej ma gleby bogate w selen, niestety im bardziej oddalamy się od równika, tym ta gleba jest uboższa.

 

  • 🇻🇪🇨🇴 W Wenezueli i Kolumbii zawartość selenu w orzechach wynosi ok. 20 µg/g, w tym wypadku jeden orzech dostarczy aż 80 µg selenu, czyli ponad 100% zapotrzebowania na selen,

 

  • 🇵🇪 Peru to 6,5 µg/g (2 orzechy żeby spełnić normę),

 

  • 🇧🇷 Brazylia 3,6 µg/g (4 orzechy),

 

  • 🇧🇴 Boliwia 1,6 µg/g (8-9 orzechów) [9].

 

Podobnie podzielić można też samą Brazylię. W rejonach Amazonas i Amapá, czyli tych w północnej części kraju, orzechy mają od 5 do 20 razy więcej selenu, niż w innych miejscach [10]. Jednak dokładne określenie regionu, z którego pochodzą orzechy w sklepie, jest właściwie niemożliwe.

 

Wygląda to o wiele mniej imponująco, prawda? Tymczasem w Polsce zdecydowana większość orzechów pochodzi z Boliwii (polecam samemu sprawdzić na opakowaniu). To właśnie ten kraj jest największym eksporterem orzechów brazylijskich (ponad 40% światowego eksportu), tuż za nim plasuje się Brazylia (35%) [1].

 

Toksyny w orzechach

 

Orzechy brazylijskie mogą akumulować znaczne ilości toksycznych metali, takich jak bar czy stront, ale też radu – kancerogennego pierwiastka. Duży orzech może mieć od 0,01 mg do nawet 11 mg baru, to 2-3 krotnie więcej niż w pozostałych pestkach i orzechach [7] i o wiele więcej niż zwyczajowe spożycie. Dla przykładu w Wielkiej Brytanii spożywa się przeciętnie poniżej 1 mg baru dziennie [1]. Po tym dramatycznych akapicie warto wspomnieć jednak, że w orzechach brazylijskich znajdziemy głównie nierozpuszczalne formy baru, takie jak siarczan i selenian. W związku z tym nie ma zagrożenia dla człowieka [1]. 

 

Co ze strontem? Pierwiastek ten, choć nieszkodliwy dla dorosłych, może osłabiać mineralizację kości u dzieci. Orzechy brazylijskie zawierają go nawet do 20 razy więcej niż orzechy włoskie [11]! Jednak zanim pozbędziesz się zapasów z domu, to warto wspomnieć, że to wciąż bardzo małe dawki, które nie wydają się zwiększać ryzyka toksyczności [1]. 

 

Podobna sytuacja jest z radem, jeden 5 gramowy orzech ma ok. 0,16 μSv (mikrosiwerta), co nie jest poziomem toksycznym dla człowieka [1].

 

Metale ciężkie w orzechach brazylijskich faktycznie istnieją, ale nie mają negatywnego wpływu na zdrowie (przynajmniej nie w racjonalnych porcjach). Zdecydowałem się zostawić ten akapit, bo można znaleźć w sieci artykuły przestrzegające przed spożywaniem orzechów z tego powodu. 
Jako ciekawostkę dodam, że większość informacji zaczerpnąłem od badaczy z Uniwersytetu Wrocławskiego. 

 

Czy orzechy brazylijskie są zdrowe?

 

Jednak nawet jeśli zawartość selenu jest o wiele niższa, niż byśmy oczekiwali, to wciąż są to bardzo odżywcze produkty.

 

  • Mają wysoką zawartość błonnika w przeliczeniu na 100 gramów, podobną do orzechów włoskich (7,7 g i 7,2 g), choć mniejszą niż migdały (11,5 g) i pistacje (13,1 g).
  • Polifenole i polisacharydy zawarte w orzechach, szczególnie w brązowej skórce, pełnią rolę prebiotyczną (nie mylić z probiotyczną). Stanowią pokarm dla naszych bakterii jelitowych i wspomagają ich pracę. To właśnie orzechy brazylijskie i migdały mają ich największą zawartość.
  • Ponadto zawierają istotne ilości wapnia, kwasu foliowego, magnezu, cynku czy miedzi. Choć w porównaniu do innych orzechów są kiepskim źródłem żelaza. 
  • Mają mniej białka i węglowodanów niż inne orzechy, co skutkuje wyższą zawartością tłuszczu, a co za tym idzie, kalorycznością (700 kcal w 100 gramach). W związku z tym mogą być wybierane przez osoby na diecie niskowęglowodanowej. 
  • Mogą być też źródłem jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Z drugiej strony zawierają też 15% nasyconych kwasów tłuszczowych, których powinniśmy unikać, to więcej niż inne orzechy. 
 Orzechy Brazylijskie

 

Są szczegółowe badania, gdzie orzechy brazylijskie wpływały na poziom cholesterolu, markerów stanu zapalnego, czy funkcjonowania mózgu. Jednak większość z nich pochodzi z Brazylii, czyli rejonów, z których orzechy w Polsce są trudno dostępne. Może też zaistnieć pewien konflikt interesów, gdyż Brazylijczycy celowo wybieraliby najlepsze uprawy, bo, jak wspomniałem, eksportują ⅓ światowych upraw. Dlatego też nie uważam tego za silne dowody. 

 

Podsumowanie

 

Orzechy brazylijskie zasłużyły sobie na miano świetnego źródła selenu w diecie. Jednak historie o tym, że już jeden orzech pokryje zapotrzebowanie, zostawmy w sferze mitów, przynajmniej w polskich warunkach. Nie zmienia to faktu, że wciąż warto te produkty włączyć do naszej codziennej diety. Będą miały one pozytywny wpływ na nasze zdrowie. W określonych sytuacjach (np. przy ograniczaniu mięsa, ciąży i laktacji) warto poświęcić temu pierwiastkowi więcej uwagi, może nawet włączyć suplementację, gdyż naprawdę łatwo o niedobory.

[1] Cardoso, B. R., Duarte, G. B. S., Reis, B. Z. & Cozzolino, S. M. F. Brazil nuts: Nutritional composition, health benefits and safety aspects. Food Res Int 100, 9–18 (2017). https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28888463/
[2] dos Santos, M., da Silva Júnior, F. M. R. & Muccillo-Baisch, A. L. Selenium content of Brazilian foods: A review of the literature values. Journal of Food Composition and Analysis 58, 10–15 (2017).
[3] Jarosz M. Normy żywienia dla populacji polskiej: nowelizacja. Warszawa: Instytut Żywności i Żywienia; 2017
[4] Sobiecki, J. G. Vegetarianism and colorectal cancer risk in a low-selenium environment: effect modification by selenium status? A possible factor contributing to the null results in British vegetarians. Eur J Nutr 56, 1819–1832 (2017).
[5] Dietary reference intakes for vitamin C, vitamin E, selenium, and carotenoids: a report of the Panel on Dietary Antioxidants and Related Compounds, Subcommittees on Upper Reference Levels of Nutrients and of Interpretation and Use of Dietary Reference Intakes, and the Standing Committee on the Scientific Evaluation of Dietary Reference Intakes, Food and Nutrition Board, Institute of Medicine. (National Academy Press, 2000).
[6] Stoffaneller, R. & Morse, N. A Review of Dietary Selenium Intake and Selenium Status in Europe and the Middle East. Nutrients 7, 1494–1537 (2015).
[7] Kieliszek, M. Selenium–Fascinating Microelement, Properties and Sources in Food. Molecules 24, 1298 (2019).
[8] Rayman, M. P. The argument for increasing selenium intake. Proc. Nutr. Soc. 61, 203–215 (2002).
[9] Parekh, P. P., Khan, A. R., Torres, M. A. & Kitto, M. E. Concentrations of selenium, barium, and radium in Brazil nuts. Journal of Food Composition and Analysis 21, 332–335 (2008).
[10] Silva Junior, E. C. et al. Natural variation of selenium in Brazil nuts and soils from the Amazon region. Chemosphere188, 650–658 (2017).
[11] Welna, M. & Szymczycha-Madeja, A. Improvement of a sample preparation procedure for multi-elemental determination in Brazil nuts by ICP-OES. Food Additives & Contaminants: Part A 31, 658–665 (2014).
[12] Pilarczyk, B. et al. Selenium content in selected products of animal origin and estimation of the degree of cover daily Se requirement in Poland: Selenium content in selected products of animal origin. International Journal of Food Science & Technology 45, 186–191 (2009).